Wileńskie Kaziuki

Wileński Kaziuk od trzech wieków jest zwiastunem wczesnej wiosny. Swięto to czasem jeszcze śnieżne, chłodne, a najczęściej słotne, jakże jest kolorowe. Bo wileńskie Kaziuki - chociaż na pozór są tylko rozpoczynającymi się w pierwszych dniach marca i trwającymi w Wilnie i okolicach czasem przez dwa tygodnie jarmarkami - w gruncie rzeczy od dawna już przekształciły się w największe, najdłużej trwające i najbarwniejsze święto miasta.

Jarmarki te Wilnianie zawdzięczają świętem Kazimierzowi, synowi Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki, urodzonemu w 1458 roku na Wawelu. Zmarł w 1484 roku w Grodnie (obecnie Białoruś) w wieku lat 26. W 1602 roku został przez papieża wyniesiony na ołtarze. Był jednym z pierwszych świętych na Litwie, jest jej patronem. Szczątki św. Kazimierza złożone w srebrnej trumnie spoczywają w Katedrze Wileńskiej.

Kaziukowe pochody i jarmarki organizowano w Wilnie praktycznie od 1636 roku. Rozpoczynały się zawsze w dniu św. Kazimierza, czyli 4 marca. Pochodom towarzyszył orszak przebierańców, handlarzy, kuglarzy. Targowisko słynęło z przedmiotów gospodarstwa domowego.

Wileńskie Kaziuki były chyba prekursorem dzisiejszych Walentynek. Sprzedawano tu pierniki - serduszka, przebite strzałą, kupowane dla ukochanej w dowód przywiązania. Niektóre z nich były ozdobione zabawnymi lukrowanymi napisami-wyznaniami (oczywiście w gwarze wileńskiej i oczywiście z błędami) w stylu: "Kaziukowa serca dają, bo na złotnia mnie nie staja. Zapamiętaj sobie dzień, gdy ja mówił kocham cień", "Weronicia, moja życia, daj mnie igła, daj mnie nicia, a ja wezma serca swoja i przyszyja tam, gdzie twoja...". Były na serduszkach napisy bardziej zwięzłe, ale równie wymowne: "Całuja ciebia - moja kroszka" lub dla odmiany: "Serca moja hyc na twoja - powiedz, czy ty będziesz moja?". Zdarzały się i dedykacje ociekające krwią: "Żebysz była moja i wiecej niczyja, serca moja dratwo do twego przyszyja".
Nie wiem, jak tam było z małżeństwami, ale starzy ludzie powiadają, że dziewczęta z Wileńszczyzny serduszkami tymi ozdabiały ściany swoich mieszkań, bo podobno przynosiły one szczęście w miłości.

 

Autorka: Lucyna Dowdo, dziennikarka z "Magazynu Wileńskiego",

Joomla Extensions